Czas przerwać milczenie

Czas przerwać milczenie.  Ostatnimi czasy trudno mi było zebrać myśli w głowie. Wciąż zresztą tak jest. Minęły już prawie dwa miesiące od ostatniej notki, a u mnie jeszcze nie tak jak ma być. Znacznie jednak lepiej i odnoszę wrażenie, że z każdym dniem coraz bardziej wracam do żywych.

Dość dużo wydarzyło się u mnie przez ostatnie czasy. Skończyłam remont… Ciągnął się dłużej niż w planach. Kiedy wydawało mi się, że już wszystko załatwione/ogarnięte i mogę w spokoju czekać aż pan Marek skończy – okazywało się, że coś nie pasuje/jest nie takie jak trzeba/nie dojechało do sklepu. I od nowa. Ale jestem z siebie dumna. Uporałam się z tym. I to sama. Oczywiście nie zupełnie sama, cały czas przekonuję się jak wielkie mam szczęście co do ludzi, których spotykam na swojej drodze… Każdemu życzę takich przyjaciół, sąsiadów. Przemiła moja sąsiadka, starsza Pani, która użyczała mi łazienki na ten czas. Łukasz, Ania, którzy pomogli, doradzili i wsparli… Nie wiem, co ja bym bez nich zrobiła…
Więc… remont za mną, wielkie sprzątanie też, uffff…

I jeszcze jeden powód do radości i zadowolenia z siebie – zdałam CAE! I lepiej niż myślałam nawet! Radość ogromna i satysfakcja, że pierwszy punkt mojego planu na życie zaliczony. Od września czeka mnie jeszcze więcej pracy, ale z każdym rokiem jestem coraz bardziej zahartowana…

Poza tym – lepiej mi samej ze sobą, wizyta u dobrego fryzjera działa cuda na samopoczucie, z cerą też znacznie lepiej, nie mówiąc już o tym, że w końcu się wysypiam a pogoda jak dla mnie wymarzona…

Za mną już cały miesiąc wakacji. Przyznam szczerze, co pewnie wprawi niektórych w oburzenie – nie odpoczęłam jeszcze i o dziwo, wciąż cierpię na brak wolnego czasu… Pierwszy tydzień spędziłam częściowo w pracy, częściowo załatwiając sprawy remontowe. Właściwie zero czasu dla siebie.  A 4 lipca pojechałam na weekend na wieś. Przytaczam tę datę bo ważna jest. Pojechałam na wieś, spędzić miły, ostatni weekend z rodziną przed wyjazdem mojego brata. Spakowałam już część rzeczy, zabrałam kota i wyruszyłam do Kutna, a stamtąd z bratem na wieś. Było bardzo przyjemnie, ale czas minął szybko, nastała niedziela i droga powrotna. Z bratem do Kutna a potem Poznań, tyle, że już bez kota, mama miała zabrać go w poniedziałek już do siebie.
Niedziela wieczór w Kutnie. W poniedziałek wcześnie rano wsiadam do pociągu do Poznania. Telefon od mamy, że nie ma kota. Uciekł. I to zapewne dzień wcześniej, bo okno tarasowe było otwarte.

Nie myślałam wiele. W Poznaniu przebiegłam z jednego peronu na drugi i w ostatniej chwili załapałam się na pociąg do Łasku. I jeszcze 50km samochodem. Poszukiwania kota. Włączyło się pół wsi (stawka wysoka – 0,7l wódki). Wyjechał Jerzy, wyjechała mama. Robotnicy skończyli pracę przy zakładaniu dachu.Właśnie wtedy znalazł się kot.  Szczegółów Wam oszczędzę. Ale byłam przeszczęśliwa…
We wtorek ruszyłam więc z kotem do Jastrzębia. A w środę do Poz. Wtedy zaczęłam liczyć przejechane kilometry w lipcu. Na ten moment mam ich 3600. W sierpniu będzie zapewne niewiele mniej…

Wróciłam więc do Poz. Wysprzątałam mieszkanie tak, że Perfekcyjna Pani Domu mogłaby jeść z podłogi. W niedzielę ledwo żyłam. W poniedziałek pół dnia w Ikei, ale wieczór za to przyjemny. We wtorek ostatnie porządki i pakowanie. W środę znów w SJZ. Tylko po to, aby za dwa kolejne dni ruszyć na wieś. A potem do Krosna.

Trudno wypocząć jak jest się w ciągłym ruchu. Potrzebuję tygodnia w którym nie muszę robić nic. Leżeć do góry nogami i mieć śniadanie do łóżka…

 

Tyle.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Życie codzienne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Czas przerwać milczenie

  1. ~norah pisze:

    bosko ! ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>