It’s a new day…

Zaniedbałam tego bloga strasznie, ale nie będę się tłumaczyć  i wyjaśniać. Większość osób z mojego otoczenia wie o co chodzi.

Początkowo planowałam  napisać tu o co chodzi. Ale zrezygnowałam. Nie chcę jeszcze raz przez to przechodzić. Generalnie wydawało mi się, że będzie łatwiej. Że skoro ja podjęłam decyzję o rozstaniu i byłam jej pewna, to po jego wyjeździe będzie mi lekko. A jest zupełnie odwrotnie. Sama sobie zgotowałam złamane serce. I muszę jakoś z tym żyć J Jeszcze nie wiem jak.

Wobec tego temat z innej beczki. 11 czerwca mam egzamin CAE. Czy jestem przerażona? Bardzo. Robię te testy i wcale nie jestem przekonana, że umiem więcej. Wręcz przeciwnie. Więc albo będzie dobrze, albo 600zł pojdzie się…. Hmmm… wiecie co. Ostatnio sporo mam takich wydatków. Pieniędzy wyrzucanych do kosza. Zmęczona jestem. Czekam na wakacje. Nie wiem czy to pomoże. Czy będę czula się lepiej. Ale przynajmniej się wyśpię. I ciut mniej problemów. Teraz możecie mi współczuć…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Życie codzienne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „It’s a new day…

  1. ~Chaz pisze:

    A może by tak jakaś nowa notka?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>